- Jesteśmy w szoku, bo większość kierowców wie, że jedzie pod prąd i mimo to kontynuuje jazdę - mówi naczelnik lubuskiej drogówki. I zapowiada, że takim kierowcom prawo jazdy będzie odbierane od razu. Odkąd w Lubuskiem między Zieloną Górą, a Gorzowie otwarto dwie nitki trasy ekspresowej S3, co pewien czas pojawiają się kierowcy, którzy jadą naszą „ekspresówką” pod prąd. W niektórych przypadkach skończyło się tylko na strachu, ale były też wypadki, w tym śmiertelne. Dlaczego kierowcy w dalszym ciągu jadą po S3 pod prąd? To wina złego oznakowania, czy niewiedzy kierowców? - Z przerażeniem muszę przyznać, że w większości przypadków kierowcy wiedzą, że jadą pod prąd, a mimo to kontynuują jazdę. Tłumaczą nam później, że chcieli dojechać do najbliższego zjazdu - mówi Wiesław Widecki, naczelnik wydziału ruchu drogowego w Komendzie Wojewódzkiej Policji w Gorzowie. Gdzie kierowcy wjeżdżają na S3 pod prąd? Tu nie ma reguły. Najczęściej dzieje się tak przy węzłach. Takie przypadki miały miejsce na wysokości m. in. Międzyrzecza, Świebodzina, czy Gorzowa Wlkp. Powody jazdy pod prąd najczęściej są dwa. Część kierowców mija zjazd, na którym mieli opuścić drogę ekspresową. Wtedy zawracają i chcą dojechać do tego zjazdu. Inni już przy wjeździe na S3 jadą pod prąd, a po wjechaniu na „ekspresówkę” kontynuują jazdę, stwarzając ogromne zagrożenie dla siebie i innych. - W grę wchodzi też brak doświadczenia kierowców. Wielu z nich bardzo rzadko podróżuje drogami ekspresowymi, zazwyczaj poruszają się tylko w swoim miejscu zamieszkania. Mieliśmy też przypadki, że pod prąd jechali świeżo upieczeni kierowcy - mówi naczelnik lubuskiej drogówki. Jeśli już darzy się nam jazda pod prąd trzeba pamiętać, że w żadnym wypadku nie należy jej kontynuować. - Bezwzględnie należy zatrzymać samochód na pasie awaryjnym i wezwać pomoc - mówi naczelnik Widecki. A co, jeśli jesteśmy świadkami, jak ktoś porusza się po S3 w niewłaściwym kierunku? - Bez wahania dzwonimy na numer alarmowy 112. Były już przypadki, że natychmiast po otrzymaniu takiego zgłoszenia blokowaliśmy drogę między węzłami, aby jadący pod prąd kierowca nie stwarzał tak wielkiego zagrożenia - wspomina naczelnik. Szef lubuskiej drogówki zapowiada, że dla kierowców jeżdżących pod prąd nie będzie taryfy ulgowej. - W takich wypadkach policjanci zatrzymują prawo jazdy i kierują sprawę do sądu. Jeśli stwarzane przez nich zagrożenie było duże, wówczas składany jest wniosek o ukaranie kierowcy mandatem do 5 tys. zł - tłumaczy W. Widecki.

Z regionu

Komentarze (0)

Podane dane osobowe będą przetwarzane przez Polska Press Sp. z o.o. z siedzibą w Warszawie. Podanie danych jest dobrowolne. Pozostałe informacje na temat celu i zakresu przetwarzania danych osobowych oraz Twoich praw znajdziesz w regulaminie. Dodając komentarz akceptujesz regulamin.

Zaloguj się / Zarejestruj się!

Brak komentarzy. Możesz być pierwszy!