Ugotowani w Gorzowie Wlkp.:Tydzień nagrań, 14 osób z ekipy i trzy wozy ze sprzętem... [zdjęcia]

O tym, jak wyglądają kulisy kręcenia programu „Ugotowani” opowiada Marta Sobieszek, gorzowianka, architekt wnętrz

- Uwielbia pani gotować?
- (śmiech) Gdyby to był program tylko o gotowaniu, to pewnie by mnie tam nie było. Co nie znaczy, że nie lubię gotować. Sprawia mi to przyjemność. I jak już coś przygotowuję, to chcę żeby to było na dobrym poziomie. Ale nie jestem pasjonatką, nie wyszukuję przepisów. I na co dzień nie mam na to czasu.

- Jak więc trafiła pani do programu?
- To przedziwna historia (śmiech). Byłam na parapetówce u znajomych, jednocześnie klientów, którym projektowałam dom. Jeden z kolegów fotograf zrobił nam tam sesje zdjęciową w formie niespodzianki. Zaczęłam żartować, że skoro jesteśmy tacy piękni i mamy tak piękne wnętrza, to powinniśmy pokazać w telewizji. I wtedy koleżanka powiedziała o castingu do „Ugotowanych”. Powiedziałam, że się zgłoszę. Ale potraktowałam to bardzo lekko. Jednak zadzwonili z tego programu do koleżanki, która prowadzi doradztwo personalne z propozycją wystąpienia w tym show lub z prośbą o pomoc w wytypowaniu odpowiedniego kandydata (producenci programu sami też wyszukują ciekawych osób w danym mieście - red.). Ona podpowiedziała im o mnie i takim sposobem zastałam wybrana spośród 1500 osób startujących w castingu. Przypadek chciał, że równo po trzech miesiącach, w tym samym domu, w którym urodził się pomysł wystąpienia w „Ugotowanych” nagrywałam fragment do mojego odcinka (śmiech).

- Pomału, pomału. Zadzwonili do pani i już?
- Nie. Najpierw był godzinny wywiad przez telefon. Potem próbny odcinek w moim domu, żeby zobaczyć jak wypadam przed kamerą. Potem znowu nagranie z krótkim, pięciominutowym gotowaniem. A że to było rano, to zrobiłam kanapki piękne i kolorowe. Panowie z TVN-u byli zdziwieni, ale chyba usatysfakcjonowani

- Zapadła decyzja, że jest pani w programie. Ruszyły nagrania. Jak to wyglądało od kuchni?
- Byłam w szoku, że to tak duże przedsięwzięcie. Ekipa, to aż 14 osób, które cały czas nam towarzyszyły. Dwóch reżyserów... Trzy auta ze sprzętem. Ciągle mam przed oczami obrazek z nagrań kolacji Borysa (jeden z uczestników „Ugotowanych” w Gorzowie - red.), która częściowo była nagrywana nad jeziorem w Zdroisku. Schodziliśmy na dół, w stronę wody. A cała ekipa - oświetleniowcy, operatorzy, te 14 osób stało przed nami. To zrobiło na mnie duże wrażenie. Bo miałam już do czynienia z naszą lokalną telewizją, gdzie do nagrań wystarczą dwie osoby.

- 14 osób z ekipy? Rozumiem, że w domu, jakoś można ich rozlokować. Ale w małym mieszkaniu w bloku?
- Wynajmują mieszkanie obok, lub pod uczestnikiem programu.

- Dwóch reżyserów. Czyli trochę program jest podkręcany przez nich, żeby coś się działo?
- Właśnie nie. Wszystko jest autentyczne i spontaniczne. Już na początku zaznaczono nam, że to program rozrywkowy i żeby lekko wypadł, musimy być naturalni. Nawet w scenkach o uczestnikach, to my sugerowaliśmy, gdzie i jak chcemy się pokazać, o czym opowiedzieć. Tylko nie mogliśmy się ze sobą kontaktować między kolacjami.

- Przed emisją programu był stres?
- Trochę tak. Bo to jednak był tydzień nagrań, a program trwa chwilę. Nie wiadomo było więc, które ujęcia wejdą. Samo przygotowanie kolacji, to cztery godziny pod okiem kamer. Ale najbardziej bałam się tego uszczypliwego komentatora w tle. Jednak nie jest tak źle, widocznie trzeba naprawdę sobie zasłużyć na jego ironiczne i ostre komentarze (śmiech).

- W pierwszym odcinku trafiła pani na kolację do swojego byłego mieszkania. To był przypadek?
- Tak. Że tam idę zorientowałam się już pod blokiem. Kiedy wysiadłam z taksówki, normalne, że spojrzałam na swoje byłe okna, tak z sentymentu. A tu wielka lampa i łuna światła o godz. 16.00, kable, dwóch panów na balkonie (śmiech). Tyle, że myślałam, że idę do poprzednich lokatorów, też znajomych. Nie wiedziałam, że już tam nie mieszkają.

- I tam, u pierwszej gospodyni na kolacji, Malwiny, dowiedziała się pani, że jest wegetarianką. Aż szczęka pani opadła, gdy to usłyszała. To był aż taki problem?
- Średnio to komfortowe. Chyba nie tylko dla mnie. Mieliśmy zaplanowane menu. A tu muszę zrobić dwa dania osobno dla Malwiny, bo na przystawkę podawałam mięso, a na danie główne rybę, której ona też nie je.

- Po skończonych nagraniach spotyka się pani z pozostałymi uczestnikami?
- Szczerze? Polubiliśmy się, było bardzo miło poznać tak ciekawych ludzi. Ale przyjaźni raczej z tego nie będzie. Każdy z uczestników ma swój świat, jesteśmy zabiegani. Co nie znaczy, że nie byłoby miło się spotkać. I nie o wygraną w tym programie chodzi. To była naprawdę świetna przygoda. Tydzień inny niż wszystkie.

Anna Rimke

Więcej na temat:

Komentarze

Liczba znaków do wpisania:  4000/4000

Dodając komentarz, akceptujesz regulamin oraz Politykę Prywatności.

Jeśli uważasz, że któryś z komentarzy łamie regulamin, to wyślij nam link do tego artykułu na pomoc@naszemiasto.pl

Wybrane dla Ciebie

Powiązane

Więcej na temat:
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, wyłącz Adblock na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3