Dodaj zdjęcie profilowe

avatarrudaelka1

Gorzów Wielkopolski

Zwyczajne kobiety Marica

2014-06-11 02:13:05

Mieszkanki Gorzowa- zwyczajne kobiety
Przyjechały z różnych stron. z dalekiej Syberii, z niemieckich obozów, z centralnej Polski.
Jedne los rzucił do tego miasta przypadkiem , inne urodziły się już tutaj .Może nie osiągnęły spektakularnych sukcesów, ale to tutaj , w tym mieście wiedźm i czarownic jak mówią wtajemniczeni realizowały swoje marzenia, eksponowały swój talent.
To one tworzyły i tworzą nadal klimat Gorzowa. Pracownice, gospodynie domowe, muzy dla artystów, matki i żony.
Łączy je jedno miłość do miasta. Ta sama rzeka i parki. Te same chodniki i domy mijane .I katedra od wieków ta sama.
Zwyczajne kobiety, które mijamy na ulicy. 


Marika dla miłości zamieniała Budapeszt na Gorzów
Była muzą swojego męża słynnego gorzowskiego fotografa, inspiracją dla artysty. Wyrocznią mody dla sąsiadek, kiedy spacerowała w wydzierganej własnoręcznie sukience, przypominała kolorowy kwiat.
Maria, Marica, przyjaciółka całego świata, ulubienica wszystkich dzieci swojej ulicy. Kiedy tak szła tanecznym krokiem, piękna, o ciemnej karnacji, kiedy wiatr rozwiewał jej kruczoczarne włosy, ptaki przestawały śpiewać zazdrosne o jej urodę.
Córka słynnego budapesztańskiego zegarmistrza, kochała zegary. Żaden nie miał przed nią tajemnic. Potrafiła naprawić każdy zegarek, szczególnie stary , taki jak mawiała z „ duszą", te lubiła najbardziej. To w nich zamknięty jest czas, to one odmierzają minuty naszego życia. Kiedy jesteśmy szczęśliwi przyspieszają, kiedy się smucimy płyną wolno, dając czas naszym łzom na oczyszczenie duszy.
Kochała kwiaty, mówiła , że dodają urody naszemu życiu, że w nich zaklęte jest szczęście.
Każda pora roku była dla niej piękna, ale najpiękniejszy był maj , kiedy nad Kłodawką kwitły kasztany, kiedy bzy odurzały swoim zapachem, a wiotkie konwalie wychylały białe główki , przywołując zapachem owady.
Przyjaźniła się z dziećmi, zabierała je na łąkę, nad Kłodawkę, uczyła szacunku dla przyrody, dla starszych, dla zwierząt.
Miała artystyczną duszę, swoje fantazje przelewała na dziergane serwetki, firany, każdy wzór był niepowtarzalny. Orgia kolorów na wydzierganych sukienkach, czy bluzkach świadczyła o radości życia.
Jej syn też był artystą, tak jak mąż. Tak ukształtował go dom. Jego wizją świata były portrety, poprzez urodę modelek składał hołd własnej matce.
Ulubioną rozrywka Mariki był brydż. Stały krąg towarzyski i raz w tygodniu rozgrywki. Przez otwarte okna słychać było licytacje. Kiedyś próbowała nauczyć gry swoją małą przyjaciółkę, niestety dziewczynka była odporna na karty, a z nauki języka węgierskiego zapamiętała jedno słowo czookolom – całuje cię. 
 

Jesteś na profilu rudaelka1 - stronie mieszkańca miasta Gorzów Wielkopolski. Materiały tutaj publikowane nie są poddawane procesowi moderacji. Naszemiasto.pl nie jest autorem wpisów i nie ponosi odpowiedzialności za treść publikowanej informacji. W przypadku nadużyć prosimy o zgłoszenie strony mieszkańca do weryfikacji tutaj