Historia pewnej ptasiej rodziny (zdjęcia)

Redakcja
Przez ponad miesiąc stałem się bliskim sąsiadem pewnej rodziny. Widywaliśmy się codziennie, przez co byłem świadkiem niesamowitych wydarzeń, wydarzeń, jakich na co dzień zauważyć nie możemy...

Wszystko zaczęło się w dniu moich urodzin. Po powrocie do domu zauważyłem, że mój balkon wygląda jakoś inaczej. Na podłodze było mnóstwo delikatnych gałązek. Zanim zastanowiłem się, skąd one się tam wzięły, ujrzałem na balkonowej antenie gniazdo, w którym mościł się piękny gołąb. Gołąb, choć był na wyciągnięcie ręki, nie wystraszył się mojej osoby. Patrzył litościwym wzrokiem, jakby chciał powiedzieć: ,,proszę, pozwól mi tu zostać"... no i pozwoliłem.
Na drugi dzień w gnieździe były już dwa małe jajeczka. Przez następne dni gołąb nie opuszczał gniazda. Dopiero po trzech dniach zauważyłem, że jajka wysiadywane są na zmianę przez dwa gołębie. Odkryłem to dość przypadkowo. Pewnego dnia musiałem dłużej zostać w domu. Około godziny ósmej rano gołąb zaczął ,,gruchać", a po chwili w dali usłyszałem ,,gruchanie" innego gołębia. Nie minęła minuta i na antenie przed gniazdem stał już drugi gołąb. Gołąb wysiadujący jajka wstał i odleciał, a w gnieździe usadowił się ten drugi. Pewnie ptaki zmieniały się często, ale przebywając poza domem, tego nie zauważałem.
Po jakimś czasie w gnieździe pojawiły się dwa pisklaki. Dorosłe gołębie dalej na zmianę siedziały w gnieździe, ogrzewając swoje młode. Nie bały się mnie. Wręcz traktowały jak swojego. Mogłem zbliżyć się i z odległości kilku centymetrów zrobić zdjęcia. Pisklaki z dnia na dzień rosły, a na ich ciele pojawiało się coraz więcej piór. Szczególnie ciekawym widowiskiem było karmienie. Wystawiały swoje małe dzioby, a gołębica coś im tam wkładała. Miały wilczy apetyt i wręcz prześcigały się w szybkości połykania strawy.
W życiu ,,mojej" ptasiej rodziny były też i trudne chwile. Do takich chwil można zaliczyć burzę i ulewę, jaka przeszła nad Gorzowem. Zachowanie gołębicy dało mi do zrozumienia, że nasi bracia mniejsi nie różnią się tak wiele od homo sapiens. W obliczu zagrożenia gołębica tak usadowiła się w gnieździe, że oba młode znalazły się pod jej skrzydłami. Rozwarła skrzydła i przyciskając młode, chroniła je przed deszczem i wiatrem. W takiej pozycji ptasia rodzina dotrwała do końca burzy.
Z dnia na dzień młode rosły jak na drożdżach. Po ponad miesiącu miały już upierzenie i wydawało mi się, że coraz mniej miejsca w gnieździe. Gołębica zostawiała je już same, przynosząc jedynie pokarm. W końcu młode pod opieką matki zaczęły chodzić po antenie i balkonowej barierce, używając skrzydeł do utrzymania równowagi.
Ostatni ich dzień na moim balkonie był jakiś dziwny. Młode od samego rana były jakieś ,,zdenerwowane". Wyglądało to tak, jakby czegoś wyczekiwały. Gdy po południu wróciłem do domu, od razu zajrzałem na balkon. Młode były tam nadal. Chwilę po moim wejściu na balkon pojawiła się gołębia matka. Cała rodzinka obserwowała mnie przez chwilę, po czym wzbiła się w górę i odleciała. Nie wiem dlaczego, ale zrobiło mi się w tym momencie bardzo smutno... Bądź co bądź spędziliśmy razem ponad miesiąc...
Jakie było moje zdziwienie, gdy po tygodniu na balkonie ujrzałem dwa młode gołębie. Stały sobie na barierce balkonowej i spoglądały w stronę pokoju. Ta sytuacja powtórzyła się już kilka razy. Czy to są ,,moje" gołębie? Tego niestety nie wiem... 

Polacy smakoszami czekolady

Wideo

Materiał oryginalny: Historia pewnej ptasiej rodziny (zdjęcia) - Warszawa Nasze Miasto

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie