Jerzy Buczak, fizjoterapeuta kadry narodowej w piłce ręcznej i Stali Gorzów - mistrz, który jeszcze nie kończy dzieła

Alan Rogalski
Alan Rogalski
Jerzy Buczak, choć nie jest zawodnikiem, zdobył mnóstwo medali na imprezach mistrzowskich
Jerzy Buczak, choć nie jest zawodnikiem, zdobył mnóstwo medali na imprezach mistrzowskich Grzegorz Trzpil/ZPRP
Udostępnij:
30 lat pracy, 610 meczów z reprezentacją Polski. A to nie koniec! Bo Jerzy Buczak, fizjoterapeuta z Gorzowa, aktualnie przebywa z kadrą narodową szczypiornistów na kolejnej mistrzowskiej imprezie. Tym razem to mistrzostwa Europy na Słowacji i Węgrzech.

Urodził się 10 stycznia 1954 w Kożuchowie, ale od 20. roku życia mieszka w mieście nad Wartą. To właśnie na studiach w Gorzowie poznał przyszłą żonę Annę, która urodziła mu syna Bartka. Po ukończeniu gorzowskiej Akademii Wychowania Fizycznego, gdzie zdobył tytuł magistra wychowania fizycznego, zrobił podyplomówki na AWF w Poznaniu i Katowicach. W Wielkopolsce w zakresie fizjoterapii i odnowy biologicznej, na Śląsku – z pływania i siatkówki, zostając trenerem drugiej klasy. Później był i wykładowcą akademickim. Zresztą, te dwie dyscypliny są jednymi z jego ulubionych, bo lubi przejechać się rowerem czy popływać. Chociaż największa jego miłość to jednak jazda na nartach. Jest w tym bardzo dobry, co mogli nieraz na własne oczy zobaczyć żużlowcy Stali Gorzów w trakcie zimowych zgrupowań w górach. Tam zwracała uwagę zwłaszcza świetna technika Buczaka. Choć, oczywiście, jego zadania w trakcie obozów przygotowujących do sezonu są głównie inne.

– Już od kilku lat dobieramy ćwiczenia w ten sposób, by każde z nich miało element zachwianej równowagi. Żużel to dyscyplina, która wymaga pełnej koncentracji i ćwiczeń z zachwianą równowagą, balansem, na piłkach, na poduszkach, z gumami. Robimy to w formie ćwiczeń, gdzie bodziec przechodzi od mięśnia do układu nerwowego i odwrotnie, a więc to, co zawodnikowi jest bardzo potrzebne. Nie pracujemy nad siłą i wytrzymałością – mówił Buczak na jednym ze zgrupowań w Szklarskiej Porębie. Można założyć, że podobne, jeśli nie takie same ćwiczenia będą stosować zawodnicy na tegorocznym obozie. Camp identycznie jak rok temu ma odbyć się na hiszpańskiej Teneryfie. Pomysłu z USA nie uda się zrealizować.

Mieszkańcy Gorzowa kojarzą go przede wszystkim z działalności w Stali, z którą związany jest od kilkudziesięciu lat. Wpływ na to z całą pewnością miał jego wieloletni przyjaciel i obecny trener stalowców Stanisław Chomski. Obaj współpracują ze sobą do dziś, bo Buczak jest ceniony w środowisku. Sam wspominał, że przed laty żużlowcy pierwsze, co robili przed zawodami po wjeździe na stadion, to szli do jego gabinetu, a nie wsiadali na motocykl. Historii, jak ta z Tomaszem Gollobem z 2010 roku – którego gorzowski fizjoterapeuta postawił na nogi po wypadku w Grand Prix Skandynawii w Szwecji, a ten mimo obolałej ręki odwdzięczył się 17 punktami w lubuskich derbach – jest bez liku.

Stąd też sukcesy żużlowców są w pewnej części i jego osiągnięciami. To medale drużynowych mistrzostw Polski ze Stalą, w tym z najcenniejszego kruszcu. To również Drużynowe Puchary Świata z kadrą narodową.

Nie tylko żużel
Niemniej Buczak nie ograniczał i nie ogranicza się do jednego czy dwóch sportów. W jego życiorysie jest kadra Polski juniorów i wioślarstwo oraz wsparcie udzielane Tomaszowi Kucharskiemu. Ale jak mawia, mięśnie bolą wszystkich.

– Metody przygotowania i rehabilitacja są podobne. Inne są jedynie partie mięśni podatne na urazy. Pracuje się też w innych „krajobrazach”. Wioślarzy bezpośrednio do regat przygotowuję na torze, w otoczeniu wody. Żużlowców w hałasie, który ma swój urok, kurzu i „zapachu metanolu”. Z kolei piłkarzy ręcznych w zaciszu wielkich hal i wspaniałych szatniach, w których odpoczywają w przerwie meczu. U wioślarzy najbardziej podatne na przeciążenia są barki oraz mięśnie międzyżebrowe. Czasami z powodu wysiłku dochodzi do zmęczeniowego złamania żebra. Piłkarze ręczni mają najwięcej problemów ze stawami skokowymi, kolanowymi i barkami. Z kolei żużlowcy są narażeni na każdą kontuzję. Tam są ekstremalne przypadki. Przygotowuję programy ćwiczeń dla każdej dyscypliny – mówił Buczak w wywiadzie udzielonym „Gazecie Lubuskiej” w 2010 roku. Dodawał, że żużlowcy, mimo iż odnoszą najpoważniejsze kontuzje, to wbrew pozorom najszybciej wracają na tor. Z zastrzeżeniem, że często jednak za szyb¬ko.
Ostatnio wrócił również do koszykówki, gdy pomagał Amerykance Stelli Johnson w rehabilitacji. A przecież trener AZS AJP Gorzów Dariusz Maciejewski zna pana Jerzego jeszcze z czasów nie tylko AZS PWSZ, ale nawet Stilonu.

Głównie piłka ręczna
Jednak w Polsce nasz mistrz, jak mawiają o nim sami zawodnicy, utożsamiany jest z piłką ręczną. To ze szczypiornistami był na igrzyskach olimpijskich. To z nimi stawał na podium mistrzostw świata. Ale gdy zaczynał, dokładnie 19 marca 1992, reprezentacja Polski nie była, jak dzisiaj, choćby czołową ekipą na Starym Kontynencie.

– Byłem świadkiem, jak zmieniała się ta drużyna: od europejskiego kopciuszka po zespół klasy światowej. Zmiany dotyczą też organizacji. Kiedyś po Europie jeździliśmy autobusem, dziś podróżujemy samolotami. Pamiętam powroty z reprezentacji pociągami i sławną stację w Krzyżu, gdzie niejedną noc spędziliśmy z trenerem Michałem Kaniowskim [to za namową gorzowskiego selekcjonera reprezentacji Polski trafił do kadry narodowej – red.], w przeciągach i otoczeniu skrzypiących drzwi z łańcuchami. I ten „niesamowity” smak dworcowej herbaty... – uśmiechał się Buczak.

Ba, obecna fizjoterapia i ta z tamtych czasów są nie do porównania. Buczak w jednym z wywiadów nie ukrywał, że to dwa światy. Wtedy był jedynie masaż, a teraz może korzystać z laserów, ultradźwięków, prądów czy różnych innych sprzętów. Wówczas w worku z plastrami miał dwie maści, a leki ściągało się z komisów. Dziś takich środków jest tysiące, a te sprowadzone z zagranicy nie robią na szczypiornistach już takiego wrażenia. W tamtym czasie takie działały w głównej mierze psychologicznie. Te aspekty pracy mentalnej się nie zmieniły. Do teraz gabinet fizjoterapeutów służy też za pomieszczenie, w którym można porozmawiać o wszystkim. Z drugiej strony, któregoś razu ci piłkarze ręczni wywiesili na drzwiach kartkę z napisem: Katownia. Pół żartem, ale i pół serio, bowiem zabiegi wcale nie muszą należeć do najprzyjemniejszych.

Świadczy o tym sama specyfika piłki ręcznej i takich zawodów mistrzowskich, jak te, które aktualnie trwają. – Na pewno to gra kontaktowa, w której jest dużo urazów, ale nasi chłopcy to niesamowici twardziele. Tu nie ma miejsca na strach – mówił fizjoterapeuta. – Każdy tak długi turniej powoduje, że gromadzą się mikrourazy, przeciążenia, zmęczenie organizmu, który rodzi w sobie różnego rodzaju dolegliwości. Tutaj dopiero daje się zauważyć, która drużyna jest do takiego maratonu przygotowana fizycznie. Oczywiście, często zdarzały się kontuzje zupełnie przypadkowe, wynikające z danej sytuacji na boisku. W końcu przy tak kontaktowej dyscyplinie, gdzie często walka jest na „śmierć i życie”, nie da się wykluczyć urazów. Oczywiście, nasza praca polegała na tym, żeby zminimalizować ich skutki i jak najszybciej doprowadzić zawodnika do gotowości startowej. Czasami jednak było to siłą rzeczy niemożliwe – opowiadał Buczak po mistrzostwach świata w Katarze przed siedmiu latu. Pewnie sytuacja po tegorocznych mistrzostwach Europy będzie zbliżona, aczkolwiek na razie Biało-Czerwoni bardziej niż z dolegliwościami bólowymi zmagają się z koronawirusem.

Praca na takich mistrzostwach może trwać nawet 18 godzin, jak było na ME w Szwajcarii w 2006 roku. Ale rzecz jasna nie z tego względu Buczak jest zdecydowanie najdłużej pracującym fizjoterapeutą w piłce ręcznej na światowym poziomie. Gdyby nie złamana ręka, to tych spotkań z reprezentantami Polski byłoby o trzy więcej. Sam pan Jerzy nie żałuje, że ma aż tak długi staż, bo nikt mu nie odbierze tego, co przeżył. Niemniej nierzadko działo się to kosztem czasu rodzinnego, nad czym niezmiernie ubolewa. Ale cenę tego poświecenia dostrzegli prezydenci Polski. Złotym Krzyżem Zasługi uhonorował go Lech Kaczyński w 2007 roku (za zasługi dla rozwoju polskiego sportu), a Krzyżem Kawalerskim Orderu Odrodzenia Polski – Bronisław Komorowski w 2015 (za zasługi w działalności na rzecz rozwoju piłki ręcznej i jej upowszechnienia). A swoją wiedzę nadal chce przekazywać na różnych kurso-konferencjach.

Niedługo spełni się jedno z jego marzeń. Sam był nauczycielem w SP-20, gdzie grał AZS AWF, ale liczył, że w Gorzowie powstanie nowa hala sportowa. A wraz z nią szansa na awans szczypiornistów Stali do superligi. – Cieszę się, że Stal Gorzów wzięła pod swoje skrzydła piłkę ręczną. Życzę jej, żeby ponownie zawitała do ekstraklasy. Spędziłem przecież z gorzowskim szczypiorniakiem wspaniałe lata w tej najwyższej klasie rozgrywkowej – przypominał Buczak.
Nic, tylko życzyć, by Stal w najbliższym czasie sprawiła mu taki prezent.

J&J: Dostałam skrzydeł, te skrzydła mnie niosą

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie