Kontrowersje wokół stanu toru żużlowego w Gorzowie i decyzji lekarza podczas meczu Stal Gorzów - Sparta Wrocław

Cezary Konarski
Cezary Konarski
Wypadki podczas meczu Stal Gorzów - Sparta Wrocław.
Wypadki podczas meczu Stal Gorzów - Sparta Wrocław. Jakub Pikulik
Nie milkną kontrowersje wokół żużlowego meczu Moich Bermudów Stali Gorzów z Betardem Spartą Wrocław. Tor był trudny, a może niebezpieczny? Lekarz zawodów podejmował dobre, czy złe decyzje po groźnych wypadkach zawodników obu drużyn?

Stal wysoko pokonała (55:34) Spartę i wjechała do finału play off PGE Ekstraligi. Spotkanie obarczone było dodatkową dramaturgią spowodowaną wypadkami, z których jeden wyglądał makabrycznie. Czy winą za upadki, które eliminowały zawodników z rywalizacji, należy obciążyć przygotowanie toru do ścigania? Niektórzy uważają, że tak.

Trener Stanisław Chomski: Tor przejezdny, dobry do ścigania

Mecz Stali ze Spartą był przekładany dwukrotnie, w poniedziałek 28 września (w drugim terminie) nie udało się gorzowianom przygotować toru do ścigania, dlatego rywalizację przesunięto o sześć dni. Przez niemal tydzień pogoda sprzyjała żużlowi, niewielki deszcz padał w Gorzowie dopiero w dniu meczu, ale organizatorzy i tak ratowali się położeniem folii na tor. - Pogoda reżyserowała przygotowanie toru, pierwszy łuk jest dość nasączony, ale tor jest przejezdny, myślę, że jest dobry do ścigania – mówił przed zawodami reporterowi nSport+ Stanisław Chomski, trener Stali.

Ekspert Krzysztof Cegielski: Tor nie jest dobry do jazdy

Po pierwszym wypadku, w którym ucierpiał junior Sparty Gleb Czugunow i więcej już się nie ścigał, swoje zdanie na temat toru wyraził telewizyjny ekspert, były żużlowiec Krzysztof Cegielski. - Tor nie jest dobry do jazdy, warunki są trudne, a to jest niebezpieczne dla zawodników – mówił „Cegła”. - Jak przed meczem wyszliśmy na tor, to stwierdziłem, że niewiele się zmieniło w porównaniu do poprzedniego razu, kiedy mecz odwołano.

„Sponiewierany” Niels Kristian Iversen

Później na torze leżał gorzowianin Jack Holder, a do makabrycznie wyglądającego wypadku doszło w 10. wyścigu. Na ostatnim łuku najpierw upadł wrocławski młodzieżowiec Michał Curzytek, a za chwilę jadący za nim Niels Kristian Iversen. Gorzowski Duńczyk przewrócił się tuż przed pędzącym Taiem Woffindenem. Brytyjczyk nie miał szans ominąć rywala, jego motocykl strasznie „sponiewierał” Iversena, uderzył go w głowę i przejechał po tułowiu. Woffinden sam groźnie upadł i doznał kontuzji ręki.

Lekarz zawodów: Duńczyk zdolny do jazdy

Duński żużlowiec podniósł się, ledwie się poruszał, ale za chwilę dowiedzieliśmy się, że… jest zdolny do jazdy. Ten niewiarygodny werdykt wydał lekarz zawodów Wojciech Grabowski, który przed telewizyjnymi kamerami mówił m.in.: - Na chwilę obecną Iversen najprawdopodobniej ma stłuczenie żeber po stronie lewej. Jest to bardzo bolesne dla niego, zobaczymy jak to się będzie rozwijało, może po zawodach będzie trzeba pojechać z nim do szpitala zrobić zdjęcie rentgenowskie. Badanie, które możemy tu wykonać jest zgrubnym badaniem, możemy wykluczyć bardzo duże rzeczy, natomiast drobne, typu pęknięcia, tego nie wykluczymy. Do tego potrzebne są badania obrazowe, ale tego nie zrobimy tutaj. W tej chwili jest zdolny do jazdy.

Na pytanie dziennikarza, czy lekarz zawodów może wcześniej wysłać zawodnika na badania, Wojciech Grabowski odpowiedział: - Zdecydowanie tak, gdybym podejrzewał, że faktycznie jego stan może się znacząco pogorszyć, albo jest zły, to moje uprawnienia są takie, że mogę go wykluczyć z jednego biegu lub do końca zawodów. Jeśli chodzi o Iversena, to nie ma takiej potrzeby.

Co się jeszcze musi złego stać?

Oszołomiony Duńczyk na szczęście nie został posadzony na motocykl i w meczu już nie pojechał. - Co się jeszcze musi złego stać, by uznać, że po tak ciężkich wypadkach zawodnicy nie są zdolni do jazdy? Co z obrażeniami wewnętrznymi, których przecież w parkingu nie widać? – pytali żużlowi eksperci w studiu telewizyjnym emitowanego w nSport+ „Magazynu PGE Ekstraligi”. A zapytany o wypadki kapitan Sparty Maciej Janowski, ironizował: - Upadki po błędach zawodników, na pewno. Sami się przewracali. Jeżeli zawodnicy z Ekstraligi sami się przewracali, to oczywiście tor nadawał się do jazdy, ale nie wiem, jaki sens ma komisarz toru.

Prezes PGE Ekstraligi o decyzji lekarza: To była kompromitacja

Z kolei Wojciech Stępniewski, prezes PGE Ekstraligi, tak w Sportowych Faktach skomentował decyzję lekarza po wypadku Woffindena i Iversena: - To była naprawdę kompromitacja. Nie mieści mi się to w głowie. Ten pan nie powinien już nigdy więcej podejmować takich decyzji w trakcie zawodów żużlowych. Jak można stwierdzić po fizykalnym badaniu, że żużlowiec, któremu ktoś przed chwilą przejechał po głowie, jest zdolny do dalszej jazdy?
Ekstraliga szybko zareagowała i w swoim komunikacie „zwróciła się do klubu Stal Gorzów Wielopolski S.A. o nie wyznaczanie Pana Wojciecha Grabowskiego do pełnienia funkcji lekarza zawodów od najbliższych meczów”.

Tor niebezpieczny? A może tylko trudny?

W gronie żużlowych ekspertów nie brakuje jednak również tych, którzy podobnie, jak trener Stanisław Chomski, uważają, że gorzowski tor „był przejezdny”, nadawał się do ścigania i nie był niebezpieczny, a jedynie trudny dla zawodników. Skąd taka opinia? Ich zdaniem nie wszystkie upadki wynikały ze stanu nawierzchni. Gleb Czugunow ponoć już przed meczem czuł się źle, a kierownictwo drużyny gości poinformowało, że ma problemy kardiologiczne.

Drugi z młodzieżowców spartan – Michał Curzytek, po swoim upadku przed kamerami telewizyjnymi mówił, że tor jest „do ogarnięcia”. Innymi słowy potwierdził niejako, że tor był trudny i – można tak to ująć - oddzielał chłopców od mężczyzn.

„Bączek” to błąd zawodnika Stali

Jeśli chodzi o kraksę z udziałem Iversena i Woffindena, Duńczyk wykręcił klasycznego żużlowego „bączka”. Na wejściu w ostatni łuk obróciło go i nie było już szans, by Brytyjczyk w niego nie wjechał. - Nie mówmy, że kolizja Iversena z Woffindenem to efekt złego stanu toru, bo tam doszło do błędu żużlowca gospodarzy – mówił Wojciech Stępniewski, który w rozmowie ze Sportowymi Faktami zaznaczył, że nie zgadza się z opiniami Krzysztofa Cegielskiego o stanie toru:

- W Gorzowie byli zawodnicy, tacy jak Michał Curzytek, którzy nie mają przecież wielkiego doświadczenia, a jednak sobie radzili. Tor był wymagający, to prawda, ale proszę pamiętać, że w Gorzowie intensywnie padało. Do tego doszły niskie temperatury i rodzaj nawierzchni, którą mamy na Stadionie Edwarda Jancarza. To wszystko sprawiło, że na pierwszym łuku coś się działo - mówił Wojciech Stępniewski.

Czy Iversen powinien w ogóle wystartować?

Przy upadku Iversena nie bez znaczenia jednak mógł być fakt, że „Puk” dzień wcześniej potwornie „przydzwonił” podczas turnieju Grand Prix w Toruniu. Jego sobotni wypadek wyglądał nie mniej groźnie niż ten w niedzielę. Naszym zdaniem, Duńczyk po upadku w zawodach Grand Prix, nie powinien startować w meczu ze Spartą.

Z kolei na upadek Jack Holder w meczu gorzowian z wrocławianami bez wątpienia wpływ miała nawierzchnia toru. „Luźnego materiału” było na nim zwyczajnie za dużo. Jednak większość zawodników nie miała problemów z płynną jazdą, a mistrz świata Bartosz Zmarzlik śmigał po torze tak samo, jak wtedy, gdy jest on mocno ubity.

Trwa głosowanie...

Gorzowski tor w czasie meczu Stal - Sparta był...

WIDEO: Bartosz Zmarzlik obronił tytuł mistrza świata

Wideo

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie