- Nikt nie jest w stanie uodpornić się na ludzką krzywdę - mówi Robert Surowiec

Magdalena Marszałek
Magdalena Marszałek
- Ja wygrałem z koronawirusem, dlatego bez wahania poszedłem oddać osocze. Cały czas namawiam ozdrowieńców, by dzielili się swoim zwycięstwem. Proszę o to - mówi Robert Surowiec. FB Robert Surowiec
- Odbyłem dyżury na oddziale covidowym, dlatego wiem, że każdy pacjent to oddzielna historia. Gasnące spojrzenie, walka człowieka o każdy oddech, szum respiratorów, widok białego płótna przykrywającego ciało. I za każdym razem pytanie: dlaczego? - mówi Robert Surowiec, wiceprezes lecznicy.

Wróćmy pamięcią do 4 marca 2020 roku. To data, kiedy w szpitalu pojawił się pierwszy polski pacjent zero. Pamięta Pan ten dzień?

Utkwił mi w pamięci i pozostanie na zawsze. Każdy zna to uczucie, jak czeka na nieuniknione, myśląc, że jakimś cudem to się nie wydarzy. Cudu nie było. Przerażenie było tym większe, że z naukowego punktu widzenia nie wiedzieliśmy, jak walczyć z koronawirusem. Spekulacje przeszkadzały w trzeźwej ocenie sytuacji, dlatego wzięliśmy się w garść i… rozpoczęliśmy walkę z COVID-19. Niestety zbyt często przegraną, jak pokazała przyszłość…

Kolejne dni przynoszą kolejne zachorowania. Szpitale zaczynają zbroić się do walki z niewidzialnym, ale śmiertelnie groźnym wrogiem. Jak te przygotowania wyglądały w Gorzowie?

To była nowa rzeczywistość. Cały proces przygotowań można byłoby opisywać godzinami, ale przede wszystkim towarzyszyło nam przekonanie o tym, że będziemy jedynym ratunkiem dla tysięcy ludzi. Poczucie odpowiedzialności za ich życie, strach, który na szczęście motywował do działania i wnoszenia się na szczyty poświęcenia. To był początek nieprzespanych nocy, pracy 24 godziny na dobę, niestety łez bezsilności, ale i radości z każdego przypadku pokonania choroby.

lubuskie
  • Zakażonych8 989
    + 198
  • Zmarło1 715
    + 14

12. miejsce pod względem liczby nowych zakażeń.

polska
  • Zakażonych:+7 283(2 695 327)
  • Zmarło:+101(62 133)
  • Szczepienia:+38 525(8 893 076)
więcej
Dane zaktualizowano: 19.04.2021, godz. 10:45, źródło: Ministerstwo Zdrowia

Sytuacja z koronawirusem zostaje oficjalnie uznana za pandemię. Rząd zamyka szkoły, przedszkola i wprowadza ograniczenia w kontaktach między ludźmi - zaczyna obowiązywać stan epidemii. Ale w tym czasie medycy walczą nie tylko z wirusem, ale też z ignorancją wobec zasad reżimu sanitarnego, brakiem odpowiedzialności i samodyscypliny.

Dzisiaj możemy porównywać, dlatego wbrew pozorom, wiosna 2020 roku była czasem dyscypliny w społeczeństwie. Strach przed nieznanym spowodował, że Polacy w większości zaakceptowali nakazy. Proszę przypomnieć sobie puste ulice. Uważam, że efektem późniejszych problemów były błędy popełnione właśnie wiosną ubiegłego roku. Decyzje o np. zamykaniu parków, lasów, słynne kary dla rowerzystów sięgające 30 tysięcy złotych spowodowały, że odezwał się polski „duch buntu”. Brak jasnego przekazu ze strony rządu, brak komunikacji ze społeczeństwem, chaos, niezrozumiałe decyzje rozpoczęły proces, którego apogeum mieliśmy jesienią. Pojawił się ruch podważający nawet istnienie koronawirusa. My w szpitalu, rodziny pacjentów – wszyscy widzieliśmy tragedie umierających ludzi, a w mediach społecznościowych czytaliśmy wyzwiska pod naszym adresem, jak to oszukujemy społeczeństwo. Trzeba mieć twardy pancerz, by to wytrzymać.

Ostatnio wspominał Pan o jednym z pacjentów, młodym mężczyźnie, który trafił do szpitala dwa tygodnie po swoim ślubie. Nie udało się go uratować...

Bezsilność. Rozpacz. Łzy. Nikt nie jest w stanie uodpornić się na krzywdę ludzką. Nasze pielęgniarki, ratownicy, lekarze wybrali ten zawód, bo są pełni empatii i chęci pomocy ludziom. Koronowirusowa rzeczywistość nie jest jak z filmu. Ponosimy porażki, nie uodporniliśmy się na nie i każda śmierć jest dla nas tragedią.

Czy takich dramatycznych historii, które wydarzyły się na Pana oczach było więcej?

Za dużo. Odbyłem dyżury na oddziale covidowym, dlatego wiem, że każdy pacjent to oddzielna historia. Gasnące spojrzenie, walka człowieka o każdy oddech, szum respiratorów, widok białego płótna przykrywającego ciało. I za każdym razem pytanie – dlaczego?

Sam również doświadczył Pan choroby. Jak dziś się Pan czuje?

Dobrze. Ja wygrałem z koronawirusem, dlatego bez wahania poszedłem oddać osocze. Cały czas namawiam ozdrowieńców, by dzielili się swoim zwycięstwem. Proszę o to.

Na początku października sytuacja w gorzowskim szpitalu zrobiła się dramatyczna. Do placówki trafiło kilkudziesięciu zakażonych koronawirusem pacjentów z DPS "Dom Kombatanta" w Zielonej Górze. Błyskawicznie rosła też liczba zakażenia wśród personelu medycznego szpitala. To był najbardziej kryzysowy moment?

Przeżyliśmy mnóstwo kryzysów. Ten był jednym z większych. Zespół stanął na wysokości zadania. Współpraca wielu służb okazała się bezcenna. Staram się wyciągać wnioski z każdego impasu. Ten także nauczył nas wiele i procentuje każdego dnia.

W tym czasie wręcz rozpaczliwie szukaliście personelu do pracy przy pacjentach, ale chętnych było jak na lekarstwo. Dlatego postanowił Pan wziąć sprawy w swoje ręce...

Rozumiem strach przed chorobą, która wygrywa tak często. Tym bardziej chylę czoła przed personelem będącym na „pierwszej linii ognia”. Odbyte przeze mnie dyżury uzmysłowiły mi także z jak wielkim poświęceniem mamy do czynienia. Cieszę się, że mogłem pomóc.

Pandemia koronawirusa to na pewno czas wielu kryzysów, trudnych wyborów i ludzkich tragedii. Ale są też historie, które napawają optymizmem, bo przecież wielu pacjentów udało się wyleczyć...

Każdy dzień to nie tylko tragedie, ale również wygrane z chorobą, która sieje spustoszenie. Niosą one ze sobą radość i nadzieję. Patrzymy w przyszłość z nadzieją, wierzymy, że nasza praca ma sens. I ma ogromną. Łzy są także radości.

Mija rok od kiedy żyjemy w nowej rzeczywistości, ale wciąż wiele osób w pandemię nie wierzy... Co powiedziałby Pan takim osobom?

Proszę dopuścić możliwość jej istnienia, a potem wziąć pod uwagę, że stosując środki ostrożności, chronicie swoich bliskich. Skoro ziemia nie jest płaska - jak wierzy w to część społeczeństwa, to może i koronawirus istnieje?

Obecnie prowadzona jest narodowa akcja szczepień. To chyba nie tylko spore przedsięwzięcie logistyczne, ale też olbrzymie wyzwanie dla szpitala?

Ze szczepieniami radzimy sobie dobrze, problem występuje przy dostawach. Mnie cieszy fakt, że co drugi Polak deklaruje chęć zaszczepienia. Liczę, że ta liczba będzie rosła.

WIDEO: Koronawirus w Lubuskiem. Czy jesteśmy gotowi na walkę z tą chorobą? Konferencja wojewody lubuskiego zwołana 4 marca 2020 roku

Wideo

Dodaj ogłoszenie