Sukces na talerzu? A może nie warto robić w Gorzowie takich imprez?

Redakcja
Zeszłoroczny festiwal to m.in. konkurs kulinarny. Krzysztof Janik był jednym ze zwycięzców.
Zeszłoroczny festiwal to m.in. konkurs kulinarny. Krzysztof Janik był jednym ze zwycięzców. Paweł Kozłowski
Jeśli to ma być główna impreza miasta, to urzędników czeka sporo pracy. A może nie warto?

Mowa o Festiwalu Brzmienia i Podniebienia. To już w ten weekend, konkretnie w sobotę i niedzielę. W hali i na placu przy ul. Targowej będzie mnożna, po pierwsze, skosztować, kupić przysmaki „made in” Lubuskie: sery, wędliny, miody, pieczywo, no i piwo, zwłaszcza regionalne. Po drugie - będzie można pobawić się przy muzyce. W roli gwiazd wystąpią Marika i Spokoarmia oraz grupa Poluzjanci z Kubą Badachem. Ten, skądinąd utalentowany wokalista, ostatnio jest bardziej znany jako „zięć prezydenta Kwaśniewskiego”.- Aha, to ten… o to może przyjdę zobaczyć - śmieje się gorzowianka Halina Jackowiak, którą zagadujemy o festiwal. Pani Halina nie bardzo kojarzy imprezę. Nazwa nic jej nie mówi. Gwiazdy też nie wywołują entuzjazmu, dopiero argument z prezydentem. Ale kiedy przechodzimy do konkretów, wyjaśniamy, że to targi kulinarne, że piwo i swojska kiełbasa, pani Halina oświadcza: - Wiem, byłam! Całkiem przyjemna sprawa! Na usprawiedliwienie pani Haliny trzeba powiedzieć, że Festiwal Brzmienia i Podniebienia to nowa nazwa imprezy, która obywa się po raz piąty. Już w zeszłym roku organizatorzy powoli przyzwyczajali publiczność do tego „brzmienia i podniebienia”. Ale oficjalnie były to nadal Lubuskie Kulinarna Regionalne. W tym roku proporcje się odwracają i mamy: Festiwal Brzmienia i Podniebienia - Kulinarna 2013. Tyle że, jak wynika z naszej krótkiej sondy ulicznej, nowa czy stara nazwa niewiele gorzowianom mówi. - Nie kojarzę - przyznaje pani Anna, lat 31. - Coś słyszałem w radiu - to pan Władysław po 50. Podobnie odpowiedziało jeszcze kilka osób, które zaczepiliśmy w centrum miasta. Trochę lepiej wypadła w tym naszym badaniu młodzież. Licealistce Agnieszce podobał się np. plakat imprezy. Dlatego zapamiętała nazwę i może nawet się wybierze. - Żeby impreza zapisała się w świadomości mieszkańców, musi się odbyć kilka razy - uspokaja Tomasz Siemiński, dyrektor Regionalnego Centrum Animacji Kultury w Zielonej Górze. Manewr ze zmianą nazwy to też nic strasznego. Takie rzeczy się robi. Przy czym dobrze, jeśli organizatorzy w nowej nazwie jeszcze przez jakiś czas przypominają starą. I tak właśnie zrobił Gorzów (ściślej organizatorzy, czyli wydział kultury i promocji, OSiR oraz Gorzowski Rynek Hurtowy). Mimo tego nawet dyr. Siemiński, chociaż człowiek z branży, ledwie kojarzy, że Gorzów ma imprezę z pięcioletnim stażem. Za to każdy w Gorzowie wie, że Zielona Góra ma Winobranie! Ba, mała gmina Deszczno pod Gorzowem w całym regionie słynie już ze Święta Kurczaka, choć w minioną niedzielę odbyło się dopiero siódmy raz. Nieduże Lubniewice dwa razy zrobiły Święto Sandacza, a ludzie już je kojarzą. - Bardzo dobry pomysł, szczególnie częstowanie publiki rybą - mówił Marian Mikołajczyk, którego spotkaliśmy na Święcie Kurczaka, a zapytaliśmy o inne ciekawe imprezy w regionie. A co ma Gorzów? - Nic, nie ma imprezy, która by się kojarzyła z miastem. Kiedyś było to Reggae Nad Wartą, ale impreza wymaga odświeżenia. Jest festiwal Romane Dyvesa, ale festiwal cygański w Ciechocinku ma większą siłę przebicia w telewizji - ocenia Władysław Ryl, dyrektor domu kultury w Witnicy, ale gorzowianin, a przede wszystkim organizator co drugiej imprezy w regionie (ostatnio choćby Lubuskiego Święto Chleba). Czy Festiwal Brzmienia i Podniebienie mógłby się stać gorzowskim Winobraniem? - Nazwa nie jest zła, ale program mnie już nie przekonuje. Starsze osoby przyjdą na część kulinarną, ale nie zostaną na zespołach, bo są niszowe. Zespoły zainteresują młodzież, ale jej nie przyciągną pierogi, hafty i babcine chusty. Jeśli już robić imprezę, to taką, która jest w stanie zainteresować jednych i drugich. Może, skoro już jest ta marka: Gorzów - Przystań, to iść w tym kierunku. Wykorzystać rzekę - radzi Ryl. Dyrektorowi Siemińskiemu Gorzów też kojarzy się z Wartą, choć niczego tutaj nie podpowiada. Raczej podaje ogólny przepis: - Impreza musi być zakorzeniona, mieć związek z miastem czy gminą. Musi też obchodzić mieszkańców. Najlepiej, żeby nie byli tylko odbiorcami, ale też uczestnikami. To nie jest łatwe. Wiele miast szuka czegoś takiego, ale w końcu znajduje. W Gorzowie to mogłoby być coś związanego z rzeką - podpowiada.  

Barszcz Sosnowskiego zajmuje coraz większy obszar Polski

Wideo

Materiał oryginalny: Sukces na talerzu? A może nie warto robić w Gorzowie takich imprez? - Warszawa Nasze Miasto

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Dodaj ogłoszenie

Wykryliśmy, że nadal blokujesz reklamy...

To dzięki reklamom możemy dostarczyć dla Ciebie wartościowe informacje. Jeśli cenisz naszą pracę, prosimy, odblokuj reklamy na naszej stronie.

Dziękujemy za Twoje wsparcie!

Jasne, chcę odblokować
Przycisk nie działa ?
1.
W prawym górnym rogu przegladarki znajdź i kliknij ikonkę AdBlock. Z otwartego menu wybierz opcję "Wstrzymaj blokowanie na stronach w tej domenie".
krok 1
2.
Pojawi się okienko AdBlock. Przesuń suwak maksymalnie w prawą stronę, a nastepnie kliknij "Wyklucz".
krok 2
3.
Gotowe! Zielona ikonka informuje, że reklamy na stronie zostały odblokowane.
krok 3