Kajakarka Anna Puławska z AZS AWF Gorzów: "Nie będę ukrywać, że dostałam propozycje z innych klubów"

OPRAC.:
Alan Rogalski
Alan Rogalski
Anna Puławska na spotkaniu na AWF-ie w Gorzowie
Anna Puławska na spotkaniu na AWF-ie w Gorzowie Alan Rogalski
Udostępnij:
Rozmowa z Anną Puławską, kajakarką AZS AWF Gorzów, dwukrotną tegoroczną mistrzynią świata i trzykrotną mistrzynią Europy oraz dwukrotną medalistką igrzysk olimpijskich w Tokio.

Można powiedzieć, pół żartem, pół serio, że nie trafiłyście jako reprezentacja Polski z formą na mistrzostwa świata, na których zdobyłaś dwa złote medale?
Trener kadry narodowej Tomasz Kryk widział, że na treningach przed mistrzostwami Europy uzyskiwaliśmy jeszcze lepsze czasy niż na zgrupowaniu przed mistrzostwami świata. Powiedział więc do nas tak: „Dziewczyny, żartowałem, na mistrzostwa świata nie zrobiliśmy formy. Robimy ją na mistrzostwa Europy”. Na co my: „No dobra, niech będzie” (śmiech). Faktycznie więc, tak było.

No to skoro w Halifaksie zdobyłaś dwa złota, to te dwa tytuły w K-2 i K-4 500 m w niemieckim Monachium wydaje się, że były oczekiwane. Ale w jedynce na 500 m, w której nie startowałaś w Kanadzie, też?
Wiedziałam, że dwukrotne mistrzostwo świata zobowiązuje. I że jeśli z Karoliną Nają w dwójce oraz do tego Adrianną Kąkol i Dominiką Putto w czwórce damy z siebie wszystko, to popłyniemy w Niemczech po złote medale. Natomiast jeśli chodzi o jedynkę, to chciałam sama siebie sprawdzić. Bo w tym przypadku nie wiedziałam, na jakim jestem poziomie. Też z tego względu, że nie wiedziałam, co będą reprezentować rywalki. Wiadomo było, że nie będzie Nowozelandki Lisy Carrington [multimedalistka igrzysk olimpijskich i mistrzostw świata – przyp. red.], niemniej sama nigdy swoich przeciwników nie lekceważę. Zawsze jestem profesjonalistką, która chce walczyć o jak najlepszy wynik. I finał to faktycznie był mój wyścig. Od początku do końca płynęłam sfokusowana tylko na sobie. W ogóle nie widziałam zawodniczek, które płyną z boku. Jak przepłynęłam linię mety, to dopiero odwróciłam się w lewo i w prawo. I gdy zobaczyłam, że nie ma nikogo, to powiedziałam sobie: „Dobra, wygrałam” (śmiech).

Pomysł z pływaniem na jedynce nie pojawił się nagle. Wiem, ze myślałaś o tej konkurencji od dawna.
Na treningach czułam się mocna, ale na zawodach nie do końca. Startowałam w mistrzostwach Polski i te nie były zadowalające w moim wykonaniu. W każdym razie na krajowych eliminacjach zajęłam drugie miejsce, więc wiedziałam, że jest szansa na start na jedynce. Tym bardziej, że im dłużej trwa sezon, tym ja lepiej czuje się w tej konkurencji. Nie ukrywam więc, że od początku sezonu układałam sobie w głowie to, że chce płynąć jedynkę i chciałabym dostać tę szanse od trenera. I taką otrzymałam na mistrzostwach Europy. Cieszę się więc, że jej nie zmarnowałam. Wręcz przeciwnie, wykorzystałam ją w stu procentach. Jeżeli będę w formie i będę najlepsza w reprezentacji Polski, to mam nadzieję, że za rok i za dwa, popłynę w jedynce na zawodach najwyższej rangi.

Trzy konkurencje na jednej imprezie to dość sporo pływania. Dla ciebie im więcej, tym lepiej?
Kiedy przychodzą zawody, to jestem w takim stanie, że nie mogę doczekać się startów i pokazać wszystkim, to na co pracowałam przez tyle lat. Jestem pracowitą osobą i faktycznie, dla mnie chyba im więcej, tym lepiej. Cieszę się więc, że te trzy konkurencje dałam radę przepłynąć i do tego w takim stylu. To dla mnie dodatkowa motywacja, ale jeszcze chcę więcej (śmiech).

A to dobrze, że tegoroczne mistrzostwa Europy rozpoczęły się niemal tuż po zakończeniu mistrzostw świata?
Myślę, że tak, ponieważ „poleciałyśmy trochę z rozpędu”. Tak naprawdę mieliśmy między jedną imprezą a drugą tydzień treningów, i to dość lekkich. Po to by utrzymać formę, którą zbudowałyśmy wcześniej. Nie było takiego rozprężenia i w tak krótkim czasie spięłyśmy się.

Po igrzyskach olimpijskich zawsze pierwszy rok jest trochę luźniejszy, ale w tym przypadku do kolejnych igrzysk zostały trzy, a nie cztery lata. Biorąc pod uwagę, że za rok będą kwalifikacje do Paryża, to właściwie nie ma czasu na folgowanie. Jaki więc był poziom mistrzostw świata i Europy w tym roku?
To był specyficzny rok. Sama nie weszłam w niego od początku cyklu treningowego. Zdawałam sobie sprawę, że to może mieć jakiś mniejszy czy większy wpływ. Ale z tego, co widać po wynikach, to nie miało tak naprawdę dużego. Natomiast patrząc na świat, to oprócz Białorusinek, które nie mogły startować, to wszystkie reprezentacje przygotowały się na wysokim poziomie. Mam nadzieję, że taki poziom będzie reprezentowany, może wyższy, za rok.

A kiedy dotarło do ciebie, że zrobiłaś coś, co przeszło do historii?
Tak naprawdę po powrocie do domu. Gdy na spokojnie usiadłam i odetchnęłam, to pomyślałam: „Łał, razem z całym teamem piszemy kawał historii polskich kajaków”. To mega cieszy i mamy nadzieję, że dzięki temu będziemy bardziej doceniani. Nie ukrywajmy, nasza dyscyplina jest niszowa, więc liczę na to, że w końcu po tych wynikach i złotych medalach trochę to ruszy medialnie, przez co sama dyscyplina będzie bardziej popularna. O to w sumie nam chodzi.

Co jest lepsze, odbieranie medali na podium czy następnie jeżdżenie po takich spotkaniach jak choćby to, które odbyło się na gorzowskim AWF-ie, gdzie dzieci mogły z tobą porobić zdjęcia.
W sumie każda chwila jest dla mnie wyjątkowa. Zawsze poważnie podchodzę do takich spotkań i cieszę się, że są one organizowane. W pewnym stopniu jest to podziękowanie za to moją ciężką pracę. Natomiast wejście na podium, jeszcze do tego na ten najwyższy stopień i wysłuchanie Mazurka Dąbrowskiego, to było dla mnie coś niesamowitego. Łzy same cisnęły mi się do oczu. Nie mogłam tego powstrzymać.

Kolejny raz mówisz o ciężkiej pracy, którą wykonujesz głównie na zagranicznych zgrupowaniach we Włoszech czy Portugalii. Z psychologiem też pracujesz?
Od tego roku zaczęłyśmy robić trening mentalny i oddechowy. On wprowadza nas w spokój. Te techniki wykorzystałyśmy też podczas wyścigów. Ale ja staram się nie wywierać presji na sobie. Kibice są dla mnie bardzo ważni. Dla mnie jest to wspaniałe, że tak dopingują, piszą wiadomości, dzwonią, natomiast ja ich presji nie odczuwam. Już schodząc z podium mistrzostw Europy wiedziałam, że odgradzam wszystko grubą kreską te zawody i po prostu zaczynam nowy sezon.

A co robisz, gdy masz chwilę zmęczenia psychicznego? Co jest dla ciebie odskocznią?
Ja bardzo lubię śpiewać i ten śpiew bardzo mnie uspokaja. Natomiast gdy są takie momenty, to też przywołuje ciężkie treningi na przykład na nartach biegowych. I mówię sobie: „Wtedy dałam radę, to dlaczego i teraz nie miałabym?”.

Jaki więc jest plan na najbliższy czas?
Wakacje. Trzeba sobie zresetować głowę. Wiosło na chwilę odwieszam na wieszak i odpoczywam, bo wiem, że w połowie października znowu się zacznie robota. W przyszłym roku będą mistrzostwa Europy w ramach Igrzysk Europejskich w Krakowie i kwalifikacje olimpijskie na mistrzostwach świata.

Nie mogę na koniec nie spytać się o twoją przyszłość w klubie. Przed igrzyskami olimpijskimi w Tokio z AZS AWF Gorzów odeszła jej wieloletnia zawodniczka Karolina Naja, multimedalistka igrzysk olimpijskich i mistrzostw świata. Czy ty też takie odejście bierzesz pod uwagę?
Nie mówię, że odchodzę, czy nie odchodzę. Zupełnie nie zamierzam rzucać takich słów. Ale wszystko jest otwarte, bo nie ukrywam, że pojawiły się propozycje z innych klubów. W każdym razie chciałabym, żeby w Gorzowie kajakarstwo było bardziej popularne, niekoniecznie moja osoba. W zupełności wystarczyłoby mi, żeby było zainteresowanie tą dyscypliną nie tylko w momentach, kiedy mamy wyniki sportowe. A te są co roku.

Dopytam. Jak to w ogóle stało się, że w Gorzowie, bez toru kajakowego, nawet treningowego, można osiągnąć takie sukcesy. Marek Zachara, twój trener i dyrektor klubu powiedział, że ma szczęście do zawodników. Ale temu szczęściu trzeba przecież dopomóc. Co jest więc źródłem sukcesu gorzowskiego środowiska?
Myślę, że na pewno relacja trener klubowy i zawodnik. Ja z trenerem Markiem Zacharą mam bardzo dobrą relację. Wiem, że jak będę czegoś potrzebować, to mogę do niego zadzwonić i ten zawsze mi pomoże. I znajdzie rozwiązanie z każdego problemu. Wybierając AZS AWF właśnie między innymi o tym myślałam. Oraz o uczelni. Wiedziałam, że AWF w Gorzowie jest przychylny sportowcom i będę mogła spokojnie pogodzić trenowanie ze studiowaniem. Ten spokój jest dla mnie bardzo ważny.

Ach te podprowadzające Stali Gorzów... Bez nich żużel nie by...

Dołącz do nas na Facebooku!

Publikujemy najciekawsze artykuły, wydarzenia i konkursy. Jesteśmy tam gdzie nasi czytelnicy!

Polub nas na Facebooku!

Kontakt z redakcją

Byłeś świadkiem ważnego zdarzenia? Widziałeś coś interesującego? Zrobiłeś ciekawe zdjęcie lub wideo?

Napisz do nas!

Polecane oferty

miejsce #1

Fitbit

Fitbit Charge 4 Czarny

955,79 zł469,00 zł-51%
miejsce #2

Honor

Honor Band 5 Czarny

199,00 zł129,00 zł-35%
miejsce #3

Huawei

HUAWEI Band 7 Zielony

299,00 zł210,00 zł-30%
miejsce #4

Huawei

Huawei Band 4 Czarny

137,23 zł108,28 zł-21%
miejsce #5

Huawei

Huawei Band 6 Różowy

293,99 zł247,89 zł-16%
miejsce #6

Huawei

Huawei TalkBand B6 Elite Srebrny

740,97 zł699,00 zł-6%
Materiały promocyjne partnera

Jan Błachowicz: Chcę już poznać rywala i termin kolejnej walki!

Komentarze

Komentowanie artykułów jest możliwe wyłącznie dla zalogowanych Użytkowników. Cenimy wolność słowa i nieskrępowane dyskusje, ale serdecznie prosimy o przestrzeganie kultury osobistej, dobrych obyczajów i reguł prawa. Wszelkie wpisy, które nie są zgodne ze standardami, proszę zgłaszać do moderacji. Zaloguj się lub załóż konto

Nie hejtuj, pisz kulturalne i zgodne z prawem komentarze! Jeśli widzisz niestosowny wpis - kliknij „zgłoś nadużycie”.

Podaj powód zgłoszenia

Nikt jeszcze nie skomentował tego artykułu.
Więcej informacji na stronie głównej Nasze Miasto
Dodaj ogłoszenie