Stilon w Gorzowie dla wielu był jak drugi dom. Pracowały tu tysiące ludzi. Dziś zakład obchodzi "urodziny"

OPRAC.: red.
Historia Stilonu przeplata się z najnowszą historią Gorzowa. Nie ma wątpliwości, że firma miała wielki wkład w rozwój miasta.
Historia Stilonu przeplata się z najnowszą historią Gorzowa. Nie ma wątpliwości, że firma miała wielki wkład w rozwój miasta. Narodowe Archiwum Cyfrowe/fot.Grażyna Rutkowska/ arch. GL
Nie da się opowiedzieć historii współczesnego Gorzowa bez wspomnienia o Stilonie. Ta firma - gigant - przez lata sławiła miasto, dawała pracę i szczodrze sypała groszem na sport, edukację i kulturę. Dlatego dziś wspominamy Stilon: bo zakład obchodzi "urodziny". Został uruchomiony 7 lipca 1951 r.

Gdy w połowie stycznia na naszym portalu Gorzów Wielkopolski naszemiasto.pl i na naszym facebookowym profilu pokazaliśmy stare fotografie ze Stilonu, dostaliśmy łącznie prawie setkę komentarzy i wiadomości. Okazało się, że - tak jak się spodziewaliśmy - wielu naszych Czytelników albo w Stilonie pracowało, albo miało tam rodzinę. Pewnie przy okazji odnaleźli się dawni znajomi? Sami sprawdźcie, czy kogoś z dawnych pracowników rozpoznajecie (dyskusja była TUTAJ).

Basia: - Jakoś łyso przy Pomorskiej bez neonu

Oto niektóre z Waszych komentarzy i wspomnień.

Dorota: - W Stilonie pracowali moi dziadkowie, później rodzice a na koniec ja. Przemiły Pan X (Ś. P.), który mnie poznał, w piękny sposób wypowiadał się na temat mojego dziadka, który razem z X tworzył laboratorium. Sprawił, że poczułam się dumna jako wnuczka! Inny Pan zwany "Jego ekscelencją" świetnie pamiętał mojego tatę. To były niezwykłe chwile. Stilon pięknie wspominam do dziś (…). Pozdrawiam!

Basia: - Niteczki a właściwie przędza różnej grubości, matowe, błyszczące, przędzone, skręcane, cewione, snowadła, jedwab na bieliznę, kord do opon, lanastil na dywany. Kasety, włókno cięte, szczotkowe, długo by wymieniać. Ja 24 lata tam pracowałam, najlepsze lata życia. Z sentymentem ten czas wspominam. Żal zburzonego oddziału folii i wielu innych. Co by nie powiedzieć, Stilon dawał nam, pracownikom, źródło utrzymania, nauki, kultury, wypoczynku. Dziś krytykowany, ale wtedy działało. Jeden z lepszych zakładów w mieście. Bram nawet nie zostawiono jako pamiątkę po minionym. Jakoś łyso przy Pomorskiej bez tego neonu. Niby się człowiek przyzwyczaja ale nie do końca.

Halina: - Byłam pracownikiem Stilonu. Pracowałam najpierw na kordzie i kasetach. To były czasy! Miło wspominam tych, co ze mną pracowali.

Pracownicy Stilonu pozdrawiają się nawzajem

Teresa: - Przepracowałam 36 lat. Pozdrawiam wszystkich.

Kasia: - Ja pracowałam na PJ2, rozciąg, następnie składanie kaset magnetofonowych, później pilotówka, Texturarki, pilnowałam części Texturarek, gdy stawiali maszyny, rozruch maszyn i szkolenie pracowników na Texturarkach (…).

Renata: Pracowałam tam od 1978 do emerytury. Pozdrawiam pracowników.

Bożena: - Ja pracowałam na Folii przy kontroli kaset magnetofonowych. Bardzo miło wspominam tę pracę.

Asia: - W Stilonie pracowała mamusia, tatuś, babcia A ja miałam praktyki.

Mariola: - 13 lat pracowałam PJ1/PJ2 w latach 1980/1993. Fajni ludzie tam pracowali. Pozdrawiam znajomych.

Anna: - W Stilonie pracowała cała moja rodzinka. To stilonowska rodzinka. A ja pracowałam w brygadzie młodocianych.

Andrzej: - Prawie cała moja rodzina była zatrudniana w Stilonie. Mama, siostra, ciotki, wujek... Ja sam pracowałem krótko jako "prządka".

Stilon wciąż działa! Firma przetrwała trudne czasy

Z kolei pani Małgorzata nawiązała do trudnych chwil, gdy firma przeszła wielkie przeobrażenia.

„(…) tylu ludzi miało zapewnioną pracę, a któregoś dnia po prostu (Stilon- dop. red.) zniknął bez większego rozgłosu. Zastanawiam się, kto z tych, którzy wówczas byli za to odpowiedzialni, ile na tym zarobili, żeby zniszczyć tak przynoszący zyski zakład? Komu zależało tak bardzo, żeby zniszczyć taki zakład, który dałby sobie radę w dzisiejszych czasach, chociażby przebranżawiając niektóre działy? Tak na marginesie zniszczono odkryty basen, który był na każdą kieszeń, zniszczono odkryte lodowisko, które również miało tłumy wielbicieli, zniszczono klub hokejowy, zniszczono wszystko, co miało przyszłość, ale komuś widocznie zależało na całkowitym wymazaniu Stilonu z mapy Polski (…).

Odpowiedział jej szybko pan Ryszard, przypominając, że Stilon ciągle działa (bo udało się ocalić firmę, choć jest to już mniejsza firma). W komentarzu pan Ryszard napisał:

- To nie tak, jak Szanowna Pani myśli, bo 90 proc. robiliśmy dla ZSRR , a po przekształceniach ustrojowych oni się na nas po prostu wypięli. Tylko dzięki zapobiegliwości i mądrości Pana Dyrektora Janusza Gramzy udało się co nieco uratować, sprzedając zakład Francuzom, a pracownicy dostali akcje, na których nieźle zarobili. Przepracowałem tam 47 lat to dokładnie wiem, bo zakład działa po dziś dzień, w przeciwieństwie do Ursusa.

STILON DOCZEKAŁ SIĘ NAWET SZTUKI!

Wideo

Dodaj ogłoszenie